Co Michał Koterski powiedział w telewizji?
Aktor wystąpił w środowym wydaniu programu TVP „Pytanie na śniadanie”. Mówił o kryzysie kliniki „Odwróceni”, którą współtworzył na Mazurach. Wskazał, że trudności zaczęły się po działaniach w internecie, które jego zdaniem miały pozbawić placówkę części kontaktów od osób szukających pomocy. Nie podał publicznie kompletnej dokumentacji technicznej, która pozwalałaby niezależnie rozstrzygnąć odpowiedzialność konkretnych podmiotów.
W relacjach Plejady i Medonetu opisano dwa odrębne mechanizmy. Pierwszy to masowe klikanie w płatne reklamy, co może zwiększać koszty kampanii i szybciej zużywać budżet reklamowy. Drugi dotyczy wykorzystywania nazwiska rozpoznawalnej osoby w pozycjonowaniu innych ofert. Koterski uważa, że oba zjawiska uderzyły w jego działalność. Samo podobieństwo reklam lub wyników wyszukiwania nie jest jeszcze dowodem, kto odpowiada za ich przygotowanie.
Według wypowiedzi aktora problemy miały trwać od listopada ubiegłego roku. Wskazywał także na utratę kontroli nad częścią działań w mediach społecznościowych oraz trudności w komunikacji z potencjalnymi pacjentami. W jego ocenie zagrożony został dorobek dwóch lat pracy zespołu, nie tylko jego osobiste przedsięwzięcie.
Dlaczego sprawa dotyczy również pacjentów?
Klinika leczenia uzależnień jest szczególnym rodzajem działalności: osoby szukające pomocy często działają pod presją czasu, w kryzysie i przy ograniczonej wiedzy o rynku. Jeżeli reklama prowadzi do innego ośrodka niż ten, którego nazwy pacjent szukał, może dojść do pomyłki w wyborze placówki. Nie oznacza to automatycznie, że inny podmiot działa nielegalnie, ale zwiększa znaczenie przejrzystych informacji o nazwie, adresie i operatorze usługi.
Koterski zaapelował, aby nie poprzestawać na reklamie czy pierwszym wyniku wyszukiwania. W praktyce warto sprawdzić oficjalną domenę placówki, dane rejestrowe, adres oraz numer telefonu podawany na jej stronie. Przy usługach medycznych i terapeutycznych ważne są też kwalifikacje specjalistów i zakres rzeczywiście oferowanego leczenia. Taka weryfikacja nie rozstrzyga zarzutów aktora, lecz ogranicza ryzyko pomyłki.
Historia ma też wymiar wizerunkowy. Publiczność zna Koterskiego z filmów i telewizji, a portal opisywał wcześniej jego przemianę fizyczną w materiale o zmianie wagi aktora. Dzisiejsza wypowiedź dotyczy jednak przede wszystkim działalności gospodarczej i odpowiedzialności za komunikację z osobami potrzebującymi pomocy.
Co jest potwierdzone, a co pozostaje zarzutem?
Potwierdzone jest to, że aktor publicznie opowiedział o opisanych problemach, a kilka redakcji przytoczyło jego wypowiedzi. Nie jest natomiast niezależnie przesądzone, kto miałby organizować ataki, jaka była dokładna wysokość szkód ani czy wszystkie wskazane działania były ze sobą powiązane. Z tego powodu nie należy nazywać żadnej nieujawnionej placówki sprawcą przestępstwa.
Ataki polegające na sztucznych kliknięciach są technicznie możliwe, lecz ich wykazanie wymaga danych z systemów reklamowych, dzienników ruchu, analizy źródeł odwiedzin i dokumentacji rozliczeń. Z kolei spór o używanie nazwiska w reklamie może wymagać analizy treści przekazu, praw do oznaczeń i rzeczywistego sposobu prezentacji oferty. Są to różne zagadnienia, choć z perspektywy firmy ich skutki mogą występować jednocześnie.
Aktor podkreśla, że klinika próbuje wyjść z kryzysu. Nie ogłoszono w przywołanych materiałach prawomocnego rozstrzygnięcia dotyczącego wskazanych przez niego działań. Dalsze informacje powinny zatem rozróżniać jego relację, wyniki ewentualnego audytu i ustalenia właściwych instytucji.
Jak rozpoznać właściwą placówkę?
Wyszukiwarka może pokazywać jednocześnie reklamy, mapy i wyniki organiczne. Każdy z tych elementów może prowadzić do innego podmiotu. Dlatego przy wyborze ośrodka nie wystarczy spojrzeć na duży napis w reklamie: trzeba porównać nazwę firmy z danymi na stronie docelowej, sprawdzić adres i sposób kontaktu. Warto też upewnić się, czy osoba udzielająca informacji rzeczywiście reprezentuje wybraną placówkę. To ostrożność szczególnie istotna przy usługach zdrowotnych, gdy odbiorca może podejmować decyzję w silnych emocjach.
Wątek ten jest szerszy od jednej wypowiedzi celebryty. Reklamy oparte na słowach kluczowych nie zawsze oznaczają podszywanie się pod osobę, której nazwisko wpisano w wyszukiwarce. O charakterze naruszenia decyduje między innymi treść reklamy, sposób oznaczenia reklamodawcy i to, czy przekaz wprowadza odbiorcę w błąd. Z tego powodu opisywana przez Koterskiego sytuacja wymaga analizy konkretnych kampanii, a nie samego faktu, że konkurenci pojawiają się w wynikach wyszukiwania.
Wizerunek osoby publicznej a reklama usług medycznych
W archiwum Trybuny Polskiej opisano już przypadek, w którym Małgorzata Socha ostrzegała przed reklamą wykorzystującą jej wizerunek bez zgody. Tam chodziło o promowanie produktu, którego aktorka nie reklamowała. W relacji Michała Koterskiego punkt ciężkości jest inny: dotyczy sposobu kierowania potencjalnych pacjentów do placówki i posługiwania się skojarzeniem z nazwiskiem znanej osoby. Oba przypadki pokazują, dlaczego odbiorca powinien sprawdzać tożsamość reklamodawcy, a nie jedynie nazwę wyświetlaną w wynikach wyszukiwania.
Istotne jest też rozdzielenie dwóch kwestii. Zastrzeżenia aktora wobec określonych działań marketingowych nie są same w sobie ustaleniem naruszenia prawa przez wskazany podmiot. Taką ocenę można oprzeć dopiero na treści konkretnych reklam, dokumentacji i stanowiskach zainteresowanych stron. Dla pacjenta najważniejsze pozostaje ustalenie, czy formularz kontaktowy, numer telefonu i adres rzeczywiście należą do wybranej placówki.
Osobnym problemem są cyberataki na systemy placówek medycznych. Trybuna Polska opisywała incydent dotyczący berlińskiego szpitala Charité. Nie ma podstaw, by łączyć tamto zdarzenie z relacją Koterskiego; oba przypadki pokazują jedynie, że bezpieczeństwo usług medycznych obejmuje zarówno infrastrukturę informatyczną, jak i kanały kontaktu z pacjentami.
Źródła informacji
- Pytanie na śniadanie
- Plejada
- Medonet
- Jastrząb Post