Friedrich Merz i reakcja rządu Niemiec
Kanclerz Niemiec Friedrich Merz zapowiedział surowe konsekwencje dla osób, które podczas weekendowych zamieszek atakowały funkcjonariuszy i plądrowały sklepy. Stanowisko przedstawił w przygotowanym przemówieniu na zamkniętą konferencję przewodniczących lokalnych struktur CDU. Fragmenty dokumentu otrzymały agencje prasowe dpa i Reuters. Szef niemieckiego rządu podkreślił, że przemoc nie może być tolerowana na ulicach niemieckich miast. Zapowiedział stosowanie przewidzianych prawem sankcji wobec sprawców przestępstw. Wyraził również uznanie dla policji, która jego zdaniem zareagowała wzorowo.
Jednocześnie Merz zwrócił uwagę na pokojowy charakter większości demonstracji. Zaznaczył, że młode pokolenie interesuje się polityką i obawia się o swoją przyszłość. Wymienił problemy mieszkaniowe oraz potrzebę odciążenia budżetów gospodarstw domowych. Miałoby to umożliwić krajom związkowym zwiększenie nakładów na edukację.
Kanclerz zapewnił, że kwestie te znajdują się wśród priorytetów jego rządu. Zapowiedział również kontynuację rozmów z młodymi ludźmi przez federalną minister edukacji Karin Prien z CDU. Podkreślił potrzebę reform związanych ze starzeniem się społeczeństwa. Według niego młodzi nie powinni ponosić wszystkich obciążeń wynikających ze zmian demograficznych. Rzecznik rządu Stefan Kornelius potępił akty przemocy, jednocześnie określając postulaty młodzieży jako uzasadnione. Stanowisko władz zakłada więc rozdzielenie pokojowych uczestników protestów od osób odpowiedzialnych za przestępstwa. Wśród problemów zgłaszanych przez młodych ludzi znalazły się również rosnące koszty mieszkań dla studentów.
„Na naszych ulicach nie ma miejsca na przemoc, a mój rząd nie będzie wykazywał w tej sprawie żadnej tolerancji”.
„Kto atakuje policjantów i służby interwencyjne oraz plądruje sklepy, atakuje naszą wolność, drwi ze społeczeństwa i uzasadnionych interesów młodych ludzi”.
„Młode pokolenie angażuje się w politykę i martwi się o swoją przyszłość”.
„Wszystkie te kwestie znajdują się na samym szczycie naszej listy zadań”.
Alexander Dobrindt, Boris Pistorius i spór o sprawców
Federalny minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt z CSU, przypisał odpowiedzialność za zamieszki grupom lewicowym skłonnym do przemocy oraz chuliganom ze środowisk migracyjnych. Zaznaczył, że należy wyraźnie oddzielić demokratyczne, pokojowe demonstracje od późniejszych ataków. Według ministra, sprawcy zamieszek nie byli uczniami uczestniczącymi w manifestacjach. Zapowiedział ich identyfikację, pociągnięcie do odpowiedzialności i surowe kary. Rzecznik rządu Stefan Kornelius oświadczył, że Friedrich Merz podziela ocenę przedstawioną przez Dobrindta.
Również rzeczniczka Federalnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, broniła wypowiedzi ministra. Przyznała jednak, że rząd federalny nie dysponuje jeszcze zweryfikowanymi danymi liczbowymi z całych Niemiec, które potwierdzałyby przedstawioną charakterystykę sprawców. Resort opiera swoją ocenę na obserwacjach policjantów obecnych na miejscu oraz częściowych ustaleniach służb ochrony konstytucji. Kornelius wskazał także na nagrania i zdjęcia dokumentujące weekendowe wydarzenia. Federalna minister edukacji Karin Prien poparła stanowisko Dobrindta. W rozmowie z Deutschlandfunk stwierdziła, że po zakończeniu w większości pokojowych demonstracji do przemocy doszło ze strony grup skrajnie lewicowych, a także innych osób prawdopodobnie wywodzących się ze środowisk migracyjnych.
Wyjaśniła, że celem nie jest wzbudzanie uprzedzeń, lecz zbadanie przyczyn przemocy. Zwróciła uwagę na różnice w skuteczności integracji poszczególnych grup społecznych. Odmienne stanowisko przedstawił minister obrony Boris Pistorius z SPD. W rozmowie z ZDF przyznał, że nie zna danych pozwalających potwierdzić ocenę Dobrindta. Zakwestionował również sposób definiowania środowisk migracyjnych. Przypomniał, że osoby określane w ten sposób mogą mieszkać w Niemczech od trzech pokoleń i posiadać niemieckie obywatelstwo. Podkreślił jednocześnie konieczność karania ekstremistów odpowiedzialnych za ataki na policjantów, obrażenia funkcjonariuszy i poważne zniszczenia mienia. Podobne zastrzeżenia przedstawiła pełnomocniczka rządu do spraw integracji Natalie Pawlik z SPD. W wypowiedzi dla Frankfurter Allgemeine Zeitung sprzeciwiła się automatycznemu przypisywaniu odpowiedzialności za przemoc osobom ze środowisk migracyjnych.
„I oczekuję surowych kar”.
„Nie chodzi tutaj o podsycanie uprzedzeń, byłoby to również błędne politycznie”.
„Czym właściwie są grupy migracyjne? Czy chodzi o ludzi, którzy mieszkają w Niemczech już w trzecim pokoleniu i mają niemieckie obywatelstwo? W którym momencie przestajemy to rozróżniać?”
„Sprawcy są przede wszystkim sprawcami. Przypisywanie takich aktów przemocy od razu środowiskom migracyjnym jest zbyt dużym uproszczeniem”.
Frankfurt nad Menem i 54 zatrzymanych
Do szczególnie poważnych zamieszek doszło we Frankfurcie nad Menem, gdzie policjanci zostali zaatakowani kamieniami i butelkami zapalającymi. Uczestnicy rozruchów niszczyli witryny sklepowe i dopuszczali się grabieży. Według informacji policji w mieście przebywało nawet 1500 osób gotowych do przemocy. Część przyjechała z okolic Frankfurtu, a pozostali również z bardziej oddalonych miejscowości. Heski minister spraw wewnętrznych Roman Poseck z CDU poinformował o zatrzymaniu 54 podejrzanych w wieku od 13 do 29 lat. Większość zatrzymanych miała niemieckie obywatelstwo i pochodzenie migracyjne. Na podstawie ustaleń służb Poseck ocenił, że wśród sprawców przeważały osoby związane ze środowiskami migracyjnymi.
Minister zapowiedział zaostrzenie działań wobec grup odpowiedzialnych za ataki. Podkreślił, że policjanci byli atakowani bez zahamowań. W programie tagesthemen wyraził także wątpliwości dotyczące możliwości przeprowadzenia kolejnych demonstracji zapowiadanych na 20 listopada. Według niego należy zapobiegać zgromadzeniom, podczas których dochodzi do przemocy. Frankfurcki komendant policji Stefan Müller przedstawił natomiast ocenę, że wśród uczestników nocnych zamieszek dominowali młodzi mężczyźni z pochodzeniem migracyjnym, wcześniej znani funkcjonariuszom. Policja nie dostrzegła u tych osób wyraźnego motywu politycznego. Dziennikarz heskiego nadawcy HR Jakob Schaumann, obecny podczas demonstracji, przestrzegł jednak przed przedwczesnym wyciąganiem wniosków.
Przyznał, że również odniósł wrażenie, iż większość uczestników rozruchów miała pochodzenie migracyjne. Zaznaczył jednak, że nie ustalono jeszcze tożsamości wszystkich podejrzanych. Jego zdaniem zatrzymanie 54 osób nie pozwala przesądzić o całej grupie, której liczebność szacowano na 1000–1500 uczestników. Schaumann stwierdził również, że nocna przemoc miała stosunkowo niewiele wspólnego z samą demonstracją. Wcześniejsze protesty młodzieży w niemieckich miastach koncentrowały się na postulatach dotyczących edukacji, warunków życia i perspektyw młodego pokolenia.
- Do 1500 osób – szacowana przez policję liczba uczestników gotowych do przemocy we Frankfurcie.
- 54 zatrzymanych – liczba podejrzanych podana przez heskiego ministra spraw wewnętrznych Romana Posecka.
- 13–29 lat – przedział wieku zatrzymanych.
- 20 listopada – termin kolejnych zapowiadanych demonstracji, których przeprowadzenie zakwestionował Roman Poseck.
- Brak rozpoznanego motywu politycznego – ocena frankfurckiej policji dotycząca uczestników nocnych zamieszek.
„Dla mnie wczorajszy wieczór i miniona noc są impulsem do zaostrzenia działań, szczególnie wobec grup sprawców, z którymi mieliśmy do czynienia”.
„Najpierw trzeba zobaczyć, czy te wydarzenia 20 listopada w ogóle będą mogły odbyć się w takiej formie. Moim zdaniem nie powinny”.
„Przy 1000–1500 osób gotowych do przemocy nie można na podstawie 54 osób mówić, że wszystkich już znaleziono”.
Kolonia, Hamburg i Berlin po demonstracjach
W Kolonii do poważnych starć doszło po zakończeniu demonstracji, szczególnie w okolicach katedry. Według policji wcześniejsze zgromadzenie miało w większości pokojowy charakter. Organizatorzy zdecydowali jednak o jego przedwczesnym zakończeniu z powodu pojedynczych zakłóceń. Wieczorem sytuacja uległa zaostrzeniu. Dziennikarz WDR Jochen Hilgers relacjonował, że po spokojnych i różnorodnych protestach pokolenia Z inicjatywę prawdopodobnie przejęły grupy lewicowych autonomistów, środowiska propalestyńskie oraz przedstawiciele dawnej lewicy. Podkreślił, że nie doszło do eskalacji samej demonstracji młodzieżowej, lecz do zamieszek po jej zakończeniu.
Rzecznik policji Sascha Wallmeroth potwierdził obecność grup, które według ustaleń funkcjonariuszy celowo przyjechały do Kolonii, aby popełniać przestępstwa. Dowódca działań policyjnych Martin Lotz wskazał na sposób przeprowadzania ataków, zakrywanie twarzy i posiadane wyposażenie. Jego zdaniem okoliczności te świadczyły o zaplanowanych działaniach, a nie spontanicznym wybuchu przemocy. Minister spraw wewnętrznych Nadrenii Północnej-Westfalii Herbert Reul z CDU ocenił, że pokojowe protesty zostały przejęte przez lewicowych ekstremistów oraz grupy młodych mężczyzn gotowych do agresji. Do zamieszek i starć z policją doszło również w Hamburgu oraz Berlinie. Weekendowe demonstracje zorganizowała inicjatywa „Gen Z regelt”, której nazwę można przetłumaczyć jako „Pokolenie Z decyduje”.
Na ulice niemieckich miast wyszły tysiące uczestników, a wśród ich głównych żądań znalazły się lepsza edukacja i mieszkania w przystępnych cenach. Organizatorzy wyraźnie odcięli się od późniejszych aktów przemocy. Badaczka edukacji i protestów Nina Kolleck wskazała w rozmowie z tagesschau24 na rosnące nierówności dochodowe, wzrost czynszów i coraz większe napięcia społeczne. Jej zdaniem frustracja młodych ludzi wynika również z przekonania, że mają znacznie mniejsze szanse niż osoby wychowujące się w zamożnych rodzinach.
Takie warunki mogą sprzyjać działalności grup występujących przeciwko istniejącemu systemowi. Karin Prien zwróciła natomiast uwagę, że osiągnięcia edukacyjne w Niemczech nadal zbyt mocno zależą od pochodzenia społecznego. Przewodnicząca partii Lewica Ines Schwerdtner przestrzegła przed odsuwaniem postulatów młodzieży na dalszy plan z powodu przemocy niewielkich grup. Z kolei współprzewodnicząca AfD Alice Weidel wykorzystała wydarzenia do krytyki polityki CDU. Na platformie X przypisała zamieszki wieloletniemu wspieraniu lewicowego ekstremizmu przez tę partię oraz niekontrolowanej migracji. Przedstawiciele różnych ugrupowań zgodzili się co do potrzeby reakcji na przemoc, ale odmiennie ocenili jej przyczyny i związek z protestami młodzieży.
„Z pewnością ma to związek z tym, że sytuacja w ostatnich latach bardzo się zaostrzyła”.
„Czynsze rosły coraz bardziej, a coraz więcej dzieci i młodych ludzi odczuwa taką frustrację, szczególnie także podczas studiów”.
„Ani kryzys związany z kosztami utrzymania, ani ograniczanie świadczeń społecznych, ani szeroko podzielana wola pokojowego protestu nie znikają tylko dlatego, że później niewielkie grupy sfrustrowanych ludzi wszczęły zamieszki”.
„Nie mieliśmy wpływu na to, co wydarzyło się po zakończeniu zgromadzeń”.
Po weekendowych zamieszkach, niemieckie władze zapowiadają ściganie sprawców i zdecydowane stosowanie prawa. Jednocześnie trwa spór o pochodzenie osób odpowiedzialnych za przemoc. Federalne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych przyznaje, że nie ma jeszcze zweryfikowanych danych obejmujących całe Niemcy. Friedrich Merz, Karin Prien i inni przedstawiciele rządu podkreślają, że działania przeciwko sprawcom nie powinny przesłaniać postulatów pokojowych demonstrantów.
Wśród nich pozostają dostępność mieszkań, jakość edukacji i perspektywy finansowe młodego pokolenia. Organizatorzy protestów odrzucają odpowiedzialność za przestępstwa po zakończeniu zgromadzeń, natomiast policja i władze krajów związkowych analizują przebieg wydarzeń oraz możliwość organizacji następnych demonstracji.
FAQ
Co wydarzyło się po protestach młodzieży w Niemczech?
Po w większości pokojowych demonstracjach doszło do zamieszek w kilku niemieckich miastach. We Frankfurcie nad Menem, Kolonii, Hamburgu i Berlinie odnotowano przemoc oraz starcia z policją. We Frankfurcie niszczono witryny sklepowe i plądrowano sklepy.
Kto organizował protesty młodzieży w Niemczech?
Do udziału w demonstracjach wzywała inicjatywa Gen Z regelt, czyli Pokolenie Z decyduje. Jej przedstawiciele zdystansowali się od zamieszek, podkreślając, że nie mieli wpływu na wydarzenia po zakończeniu zgromadzeń.
Ile osób zatrzymano podczas zamieszek we Frankfurcie nad Menem?
Według ministra spraw wewnętrznych Hesji Romana Posecka policja zatrzymała 54 podejrzanych w wieku od 13 do 29 lat. Funkcjonariusze szacowali, że w zamieszkach uczestniczyło nawet 1500 osób gotowych do przemocy.
Co Friedrich Merz powiedział o zamieszkach?
Kanclerz Friedrich Merz zapowiedział zdecydowane działania wobec sprawców ataków na policję i plądrowania sklepów. Jednocześnie podkreślił, że większość młodych ludzi protestowała pokojowo, a ich postulaty dotyczące mieszkań i edukacji zasługują na uwagę.
Co policja ustaliła o uczestnikach zamieszek w Kolonii?
Według policji niektóre grupy celowo przyjechały do Kolonii, aby popełniać przestępstwa. Dowódca działań Martin Lotz ocenił, że sposób atakowania funkcjonariuszy, zakrywanie twarzy i wyposażenie uczestników wskazywały na zaplanowane działania.
Jakie postulaty zgłaszali młodzi demonstranci?
Uczestnicy protestów domagali się między innymi lepszej edukacji i mieszkań w przystępnych cenach. Przedstawiciele rządu wskazywali również na potrzebę odciążenia budżetów gospodarstw domowych oraz poprawy perspektyw młodego pokolenia.
Kiedy zapowiedziano kolejne demonstracje w Niemczech?
Kolejne demonstracje zapowiedziano na 20 listopada. Minister spraw wewnętrznych Hesji Roman Poseck wyraził jednak wątpliwości dotyczące możliwości ich przeprowadzenia i podkreślił konieczność zapobiegania zgromadzeniom, podczas których dochodzi do przemocy.
Źródło: Tagesschau