Spis treści:
- Lekarze z ul. Staszica w Lublinie zaalarmowali śledczych
- Monika B. publikowała zdjęcia ran i zbierała pieniądze
- Rozwój dziewczynki poprawił się po zatrzymaniu matki
Lekarze z ul. Staszica w Lublinie zaalarmowali śledczych
Podejrzenia pojawiły się, gdy do szpitala przy ul. Staszica w Lublinie trafiła dziewczynka z licznymi zmianami skórnymi. Zmiany te miały regularne kształty i były obecne głównie na twarzy i karku dziecka. Lekarze wykluczyli wszystkie znane choroby dermatologiczne.
Jolanta Dębiec z Prokuratury Okręgowej w Lublinie poinformowała, że zespół specjalistów nie znalazł żadnych dowodów na istnienie naturalnych przyczyn ran. Biegli ustalili, że zmiany na jej ciele miały charakter urazowy. Wszystko wskazywało na celowe działanie osoby trzeciej. W efekcie szpital powiadomił prokuraturę, która rozpoczęła śledztwo.
Monika B. publikowała zdjęcia ran i zbierała pieniądze
Kobieta prowadziła internetowe zbiórki, na leczenie rzekomej choroby córki. W sieci zamieszczała fotografie uszkodzonej skóry dziecka. Twierdziła, że dziewczynka ma padaczkę, przejawy autyzmu i niepełnosprawność intelektualną. Jak ustalono, żadne z tych schorzeń nie zostało potwierdzone w badaniach lekarskich.
Śledczy uznali, że kobieta przez 7 lat nakładała na skórę dziecka żrącą ciecz, prowadząc do poważnych obrażeń. Dziewczynka straciła część małżowiny usznej, a twarz i kark zostały trwale oszpecone. Prokuratura podkreśla, że uszczerbek ten zaburza społeczne funkcjonowanie dziecka i będzie miał wpływ na jego przyszłość.
Rozwój dziewczynki poprawił się po zatrzymaniu matki
Od chwili aresztowania Moniki B. na ciele dziecka nie pojawiły się nowe zmiany skórne. Dziewczynka znajduje się pod opieką rodziny. Obecnie dziewczynka rozwija się prawidłowo poznawczo i uczęszcza do szkoły w trybie stacjonarnym. Biegli psychiatrzy, którzy badali oskarżoną, orzekli jej poczytalność, jednak zdiagnozowali u niej zaburzenie osobowości.
Chodzi o tzw. przeniesiony zespół Münchhausena – zaburzenie polegające na wywoływaniu chorób u bliskich, w celu uzyskania uwagi lub korzyści. Monika B. nie przyznaje się do winy i twierdzi, że m.in. że zajmowała się czynnościami higienicznymi, dotyczącymi ciała dziecka
Kobieta przebywa w areszcie, sąd zawiesił jej władzę rodzicielską. Za popełniony czyn grozi jej kara do 20 lat pozbawienia wolności.
Źródło: RMF24, TVN24