Spis treści
- Jolanta Sobierańska-Grenda i plan tworzenia izb porodowych
- Waldemar Malinowski o obawach dyrektorów szpitali powiatowych
- Joanna Pietrusiewicz i Fundacja Rodzić po Ludzku o ryzyku porodów
- Przemysław Kosiński, Ewa Barcz i problem dostępności porodówek w Polsce
Jolanta Sobierańska-Grenda i plan tworzenia izb porodowych
Założenia projektu Ministerstwa Zdrowia
Dziennikarz Marek Nowicki z programu „Fakty” ustalił, że żaden szpital w Polsce nie zdecydował się na złożenie wniosku o kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia dotyczący prowadzenia takiej izby porodowej.
Ministerstwo Zdrowia przygotowało rozporządzenie dotyczące nowego świadczenia medycznego. Chodzi o uruchamianie izb porodowych w placówkach, które nie prowadzą pełnych oddziałów położniczych.
Jak informował portal „Rynek Zdrowia”, w ocenie skutków regulacji resort zakładał ograniczoną skalę wdrożenia rozwiązania.
Najważniejsze założenia projektu
- całodobowa opieka położnej w izbie porodowej
- kontraktowanie świadczenia przez Narodowy Fundusz Zdrowia
- uruchomienie takich punktów w około 6 szpitalach
Trzeciego marca ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda przekazała, że tylko jeden szpital sygnalizował możliwość złożenia wniosku o kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia.
Ustalenia dziennikarza Marka Nowickiego pokazują jednak inną sytuację. Żaden szpital ostatecznie nie zdecydował się na taki krok.
W ostatnich miesiącach, w Polsce pojawiały się również inne problemy związane z funkcjonowaniem placówek medycznych, o czym zobacz tutaj.
Waldemar Malinowski o obawach dyrektorów szpitali powiatowych
Brak zainteresowania tworzeniem nowych punktów
Dyrektorzy szpitali powiatowych wskazują na kilka powodów, dla których nie chcą tworzyć izb porodowych. Jednym z nich jest odpowiedzialność za ewentualne komplikacje medyczne.
W programie „Fakty” mówił o tym Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.
„Po prostu z naszych rozmów wynika, że dyrektorzy na dzień dzisiejszy nie są totalnie zainteresowani tworzeniem izb porodowych. Po pierwsze kobiety się tego obawiają, a po drugie dyrektorzy nie wezmą za to odpowiedzialności, bo pierwsze zdarzenie medyczne będzie obciążało dyrektora jednostki, że nie zabezpieczył w razie wypadku czy jakichś powikłań całego procesu”.
Podobne stanowisko pojawia się w rozmowach prowadzonych przez portal „Rynek Zdrowia”. Dziennikarz portalu rozmawiał między innymi z dyrekcją szpitali w trzech miastach.
Placówki wskazywane w rozmowach
- Chodzież
- Sejny
- Lesko
Dyrektor Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Sejnach Waldemar Kwaterski zwraca uwagę na zaplecze kadrowe obecne na oddziałach położniczych.
„Tam, gdzie nie ma już porodówek, ale funkcjonują całodobowe oddziały ginekologiczne szpital może nawet proponować ofertę lepszą niż ta, która wynikałaby z opisu wymagań, jakie musi spełnić podmiot realizujący nowe świadczenie”.
Na standardowym oddziale ginekologiczno-położniczym rodzące kobiety mają wsparcie całego zespołu. W jego skład wchodzą
- lekarz ginekolog
- anestezjolog
- pielęgniarka anestezjologiczna
W izbie porodowej kobiecie towarzyszyłaby wyłącznie położna.
Joanna Pietrusiewicz i Fundacja Rodzić po Ludzku o ryzyku porodów
Wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa
Eksperci wskazują, że poród fizjologiczny może w każdej chwili się skomplikować. W takiej sytuacji konieczna bywa szybka interwencja lekarzy oraz możliwość wykonania cesarskiego cięcia.
Prezeska Fundacji „Rodzić po Ludzku” Joanna Pietrusiewicz podkreślała w programie „Fakty”.
„Im bardziej przyglądałyśmy się temu nowemu rozwiązaniu, tym bardziej okazywało się ono po prostu niebezpieczne”.
Projekt Ministerstwa Zdrowia przewiduje jednak bardzo konkretne zastosowanie izb porodowych. Nie mają one zastępować oddziałów położniczych, ani służyć do planowych porodów fizjologicznych.
Według resortu, mają być wykorzystywane wyłącznie w sytuacjach nagłych. Dotyczy to momentu, gdy kobieta trafia do szpitala w zaawansowanej fazie porodu i nie można jej bezpiecznie przewieźć do innego ośrodka.
Wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski wyjaśniał w programie „Fakty”.
„Nie zakładamy tego. Chodzi o sytuację, w której poród postępuje tak gwałtownie, że odbędzie się lada moment, więc w takich przypadkach kończy się on drogami natury”.
Dodatkowo w miejscu działania takiego punktu ma funkcjonować poradnia ginekologiczno-położnicza. O tym mówił Paweł Florek, dyrektor Biura Komunikacji Społecznej i Promocji Narodowego Funduszu Zdrowia.
„Musi być też poradnia ginekologiczno-położnicza w miejscu, gdzie taki punkt działa, więc to też nie jest tak, że położna zostaje sama”.
Jednocześnie podkreślał ograniczenia systemowe.
„Nie jesteśmy w stanie stworzyć warunków na wszystko”.
Przemysław Kosiński, Ewa Barcz i problem dostępności porodówek w Polsce
System opieki okołoporodowej i dane demograficzne
Część ekspertów, wskazuje na brak spójnej strategii dotyczącej organizacji opieki położniczej w Polsce.
Prof. Przemysław Kosiński, kierownik Oddziału Klinicznego Położnictwa, Perinatologii, Ginekologii i Rozrodczości Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, mówił w styczniu o potrzebie centralnego planowania systemu.
Według niego należy określić maksymalny czas dojazdu do oddziału położniczego. Proponowany limit to 20–30 minut transportu.
W niektórych regionach problem dostępności porodówek jest szczególnie widoczny. Na Podkarpaciu kobiety wynajmują mieszkania w pobliżu szpitali z oddziałami położniczymi, aby zdążyć na poród.
W innych sprawach dotyczących systemu zdrowia w Polsce więcej tutaj.
Sytuacja była omawiana 10 lutego, podczas posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia.
Joanna Pietrusiewicz, wskazywała tam na konsekwencje dla ciężarnych kobiet i proponowała dodatkowe rozwiązanie. Jej zdaniem jednym z pomysłów mógłby być tak zwany bon porodowy, czyli wsparcie finansowe i logistyczne dla kobiet mieszkających daleko od ośrodków położniczych.
Inne stanowisko przedstawiła prof. Ewa Barcz, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników. Zwróciła uwagę na wymagania kadrowe oddziałów.
„Żeby zapewnić 24-godzinną opiekę dwóch lekarzy, musimy mieć w tym oddziale zatrudnionych co najmniej ośmiu lekarzy tak, by oni nie spędzali w szpitalu po pięć dób pod rząd”.
Do tego potrzebny jest również zespół obejmujący
- anestezjologa
- pielęgniarkę
- położną
Według niej zamykanie części porodówek może poprawiać bezpieczeństwo pacjentek, ponieważ lekarze zachowują ciągłość praktyki.
Wiceprezes wskazywała także przykład wyborów dokonywanych przez pacjentki. Kobiety z Siedlec często decydują się na poród w szpitalach w Warszawie lub Lublinie mimo dłuższego dojazdu.
Podobne przypadki dotyczące bezpieczeństwa zdrowotnego można znaleźć w artykule o śledztwie w sprawie śmierci ciężarnej kobiety.
Dane dotyczące liczby urodzeń w Polsce
| Okres | Liczba urodzeń rocznie |
|---|---|
| lata 80. XX wieku | ponad 700 000 |
| ostatni rok | niespełna 240 000 |
Polska należy obecnie do państw o najniższym wskaźniku dzietności w Europie.
Przedstawiciele organizacji społecznych podkreślają, że chaos związany z miejscami porodów pogłębia istniejący kryzys demograficzny. Joanna Pietrusiewicz mówiła także o problemie braku informacji dla kobiet.
„Dużo się mówi o porodach na SOR-ach, ale my nie wiemy, gdzie one mają rodzić. Co więcej, chcemy je ostrzec, by na tych SOR-ach nie rodziły, bo to nie jest tak, że teraz na każdym SOR-ze kobieta może urodzić, bo tak nie jest”.
Obecna sytuacja pokazuje, że likwidacja oddziałów położniczych oraz brak zainteresowania tworzeniem izb porodowych, pozostają jednym z najważniejszych wyzwań systemu ochrony zdrowia w Polsce.
Źródło: TVN24