Spis treści:
- Mezowo i zbrodnia upozorowana na wypadek
- Prokurator Anna Grzech i wniosek o dożywocie
- Obrona Tomasza K. i stanowisko sądu
- Słowa oskarżonego i konsekwencje wyroku
Mezowo i zbrodnia upozorowana na wypadek
10 stycznia 2024 roku, media informowały o śmiertelnym zdarzeniu, na niestrzeżonym przejeździe kolejowym w Mezowie. W wypadku zginęła 31-letnia kierująca skodą fabią. Policja przypuszczała początkowo, że doszło do nieszczęśliwego wypadku. Śledczy jednak ustalili, że było to precyzyjnie zaplanowane morderstwo.
Jak wynika z akt sprawy, Tomasz K. wcześniej zaatakował żonę młotkiem, w jej salonie kosmetycznym. Zadał jej co najmniej 11 uderzeń w głowę, z czego dwa spowodowały złamanie podstawy czaszki. Następnie przewiózł ciało na tory kolejowe, gdzie umieścił je na miejscu kierowcy, by upozorować wypadek.
Sprawdź lokalizację na mapie Google:
Mapa: Google Maps / lokalizacja regionu
Prokurator Anna Grzech i wniosek o dożywocie
Prokuratura Rejonowa w Kartuzach żądała dla Tomasza K. kary dożywotniego pozbawienia wolności, z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po 40 latach. Prokurator Anna Grzech wskazała, że sprawstwo oskarżonego nie budzi żadnych wątpliwości. Oskarżenie oparto na materiale dowodowym, w tym na nagraniach z monitoringu oraz badaniach DNA.
Śledczy ustalili, że motywem zabójstwa był rozpad małżeństwa i silna frustracja oskarżonego. Zeznania świadków oraz opinia biegłego psychologa wykazały, że Tomasz K. miał zaburzenia osobowości typu borderline o charakterze impulsywnym. Według prokurator, mężczyzna nie radził sobie z separacją i z tym, że jego żona prowadziła udane życie prywatne po rozstaniu.
Z ustaleń wynika, że jeszcze przed zbrodnią Tomasz K. zniszczył samochód żony, kiedy zobaczył ją z innym mężczyzną. Wtedy zaczął planować zabójstwo. Następnie spreparował listy z pogróżkami, które miały zmylić policję. Prokurator Grzech podkreślała:
"To realizacja wcześniej zaplanowanego planu. Misternie zaplanowanego. Oskarżony doskonale wiedział, o której przyjeżdżają pociągi relacji Kartuzy – Gdańsk-Wrzeszcz.”
Wątek precyzyjnego zaplanowania czynu przypomina inne sprawy, w których ofiary ginęły z rąk bliskich. Jedną z nich była zbrodnia w Podniebylu, gdzie również ustalono, że morderstwo było efektem rodzinnego konfliktu.
Obrona Tomasza K. i stanowisko sądu
Obrońca skazanego, mecenas Marcin Lipski, wnioskował o karę poniżej 25 lat pozbawienia wolności. Uważał, że czyn nie był zaplanowany. Według jego słów, Tomasz K. przyjechał do salonu żony z zamiarem zniszczenia jej samochodu, a nie zabójstwa.
"Oskarżony wyjaśnił, że chciał zrobić coś złego, ale nie chciał zabić. Chciał kolejny raz uszkodzić samochód pokrzywdzonej i wyłącznie w tym celu zabrał ze sobą młotek” – mówił adwokat.
Sąd jednak uznał tę linię obrony za nieprzekonującą. Zgromadzony materiał dowodowy jednoznacznie wskazywał na planowanie zbrodni i próbę zatarcia śladów. W ocenie sądu, działania Tomasza K. miały charakter celowy i zaplanowany.
Słowa oskarżonego i konsekwencje wyroku
W końcowym wystąpieniu przed sądem, Tomasz K. przeprosił rodzinę i bliskich. „Nie ma godziny, żeby nie żałował zbrodni” – powiedział.
Mężczyzna usłyszał karę łączną 26 lat pozbawienia wolności. Oprócz tego sąd nakazał mu zapłatę 150 tysięcy złotych zadośćuczynienia, 100 tysięcy złotych na rzecz pokrzywdzonych oraz 11 tysięcy złotych dla Polskich Kolei Państwowych.
Wyrok nie jest prawomocny. Mężczyzna może się od niego odwołać.
W ostatnich latach, podobne decyzje zapadały także w innych głośnych procesach dotyczących przemocy domowej, jak w przypadku śmierci 8-letniego Kamila z Katowic, gdzie również sąd orzekał surowe kary wobec sprawców.
Źródło: TVN24